Jest około
roku 1957. Mała dziewczynka w wieku około trzech lat słyszy rozmowę matki,
która oznajmia komuś, że idzie zabić
prosiaka. Matka wychodzi z mieszkania,
pozostawiając dwie małe córki same w mieszkaniu. Starsza córka ma około pięciu
lat. Mieszkają w Cechówce na poddaszu, na ulicy 3 Maja. Ich okno z izby
wychodzi na podwórze.
W pewnej
chwili ciszę przedziera wrzask i krzyki zwierzęcia, uderzenie i potem tylko lekki pomruk. W
świadomości najmłodszej dziewczynki zapisała się ta chwila na zawsze.
Ta i następna,
która okazała się traumą na całe życie i przykrym doświadczeniem. Otóż, w
pewnym momencie do mieszkania wbiegła jakaś kobieta z miską, którą pozostawiła
na podłodze wraz z jej zawartością, a która to zawartość przyciągnęła wzrok dziewczynki. Bez wątpienia
doszło do niezwykłego, ale i przerażającego spotkania trzeciego stopnia, bo
wbity wzrok dziecka w tę ciemną mazię
sam za siebie mówił. Dziewczynka patrząc
na bardzo nieprzyjemną, ciemną zawartość
miski doznała nieprawdopodobnego szoku i lęku, gdyż z nad miski powoli unosiła
się ciemna, ociekająca bólem i rozpaczą postać łba,głowy, jakby wołająca o
pomoc, jakby chciała wykrzyczeć ból, jaki jej sprawiono. Z pewnością ten krzyk
był słyszany tylko przez to małe dziecko i był do takiego stopnia
przeraźliwy, że dziewczynka w jednej chwili wybiegła zmieszkania i pokonując
strome, drewniane schody zeszła w strachu na czworaka, gdyż to przeżycie
obezwładniło jej zachowanie równowagi. Kiedy wypadła na podwórko wpadła na
drugi, nie mniej miły widok, widok rozciętego, wypatroszonego prosiaka,
zawieszonego za nogi na jakieś belce szopy.
Jakby tego
było mało, mężczyzna dzierżący duży nóż w ręku straszył dziewczynkę, że jak nie
odejdzie, to ją zaszyje w środku prosiaka. Po tym co już zobaczyła, nie trudno
było sobie wyobrazić i taką sytuację.
Dokąd w takim razie uciec, skoro na górze i na dole tak straszno??
Kiedy po
latach opowiadała matce to wspomnienie, zapytała ją, co to było wówczas w tej misce, że tak
dobrze pamięta to wydarzenie, jakby to wczoraj było.
Matka nie
mogąc uwierzyć, że jej córka pamięta tę historię wyjaśniła, że po zabiciu
zwierzaka kobieta pomagająca przy świniobiciu
wniosła do mieszkania miskę z krwią.
Dopiero jako
osoba dorosła, interesująca się duszami ludzkimi miała dowód na to, że po
zabiciu zwierzęcia... jego dusza pod postacią niskiego szczebla rozwoju unosiła się wówczas, jak opar znad miski. To
był przejmujący krzyk duszy, który skarżył się na to co ją spotkało.
Jeśli się temu faktowi przyjrzymy bliżej,
to należy zrozumieć, że ta cierpiąca
dusza trafiła pod właściwy adres, wybierając
to dziecko, gdyż w późniejszych latach sytuacja powtarzała się, ale z
duszami ludzi zmarłych lub odchodzących
za moment. Dusze wiedzą kto jest dobrym medium i do niego przybywają, ich
wybierają.
Po latach, ilekroć
kobieta wchodziła do sklepu i widziała poćwiartowane mięso, rezygnowała z kupna,
a nawet przez pięć lat w ogóle nie jadła żadnych wyrobów. Zawsze widziała w
każdym prosiaku czy innym mięsie tę nieszczęsną duszę, która z jakiegoś powodu
jej się wówczas ukazała.
Niestety,
nikt nie jest w stanie stanąć w obronie zwierząt i żądać zakazu zabijania.
Każdy zostanie zignorowany i wyśmiany, ale skoro takie zjawisko istnieje i jest
faktem, to znaczy że i taka forma rozwoju
też cierpi i odczuwa krzywdę, ale większość woli lepiej nie wiedzieć i nie wierzyć w takie historie……

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz