poniedziałek, 24 grudnia 2018

Mój ukochany kot Oskar

14 sierpnia 2016 roku na mojej stronie Facebooka pojawił się artykuł TV 24 o porzuconym kocie w zaklejonym pudle bez dostępu powietrza. Wówczas już miałam 12 letniego kota mojego przyjaciela i nie planowałam żadnej adopcji, Jednak na widok tego pięknego porzuconego kota o pięknej złoto miedzianej sierści i pięknych zielonych oczach pojechałam po niego  na następny dzień do schroniska na Paluchu w Warszawie. Niestety kot przebywał na kwarantannie od 7 dni i musiał jeszcze pozostać kolejne 7, ale jego stan był tak ciężki, że mała była nadzieja że on z tego wyjdzie. Kot załamał się psychicznie i  wpadł w depresję. Przez 7 dni patrzyłam na zdjęcie z internetu i ze łzami w oczach błagałam go, aby wytrwał. Wolontariuszka robiła wszystko co mogła aby kot stanął na nogi. Dzięki pani Basi 22 sierpnia przyjechałam po mojego pięknego, rudego kota a za mną za chwilę kolejka po niego. Jechałam do domu szczęśliwa i dumna. Wiedziałam co mnie czeka, bo żyjąc w klatce i robiąc niemal pod siebie nie wyglądał ciekawie i nie pachniał ciekawie. Po przyjeździe do domu okazało się szybko że kicha, co jest bardzo częstym objawem po zabraniu kotów ze schroniska. Siada im odporność. Byłam trochę przerażona żeby nie zarazić kotka oraz przechowywanego u mnie czasowo brytyjczyka. Ruda piękność dostała na imię Słonko. Całe szczęście że po czterech dniach katar ustąpił i mógł chodzić po całym mieszkaniu. Uczyliśmy się wzajemnie siebie. Słonko był kotem bardzo dobrze wychowanym i podejrzewam że pewnie zmarła jego właścicielka, która bardzo dobrze o niego dbała, a rodzinie po prostu przeszkadzał . Okrutne to , ale mogli przynajmniej włożyć jakąś kartkę informacyjną.
Robiłam wszystko żeby zapomniał o przeszłości. Słonko nie wchodził na kanapę,nie wskakiwał na kolana, nie był miziasty . Zachowywał się z dystansem. Powoli pokazałam mu miłość, pokazałam że ma prawo wejść na kanapę, że na kolana też może wskoczyć i się przytulić. Nauczył się tego. Najpiękniejsze było to,  że zachowywał kocią hierarchię, bo był najprawdopodobniej młodszy o połowę od Kotka. Kiedy nabrał już pewności siebie podejmował próby przejęcia władzy, ale wszystkie kończyły się fiaskiem, chociaż nie brakowało mu wielkiej pewności siebie i nieraz zapędził Kotka w kozi róg. Najważniejsze, że nie atakował , ale potrafił pogrozić. Ppo paru miesiącach okazało się że Słonko nie chce tego imienia i nie reaguje na nie. Przez przypadek zawołałam do niego Oskar i natychmiast był reakcja,  odwrócił się na to imię .... a więc został Oskar - Słonko. W maju w roku 2018 zauważyłam że Oskar chudnie i robi się apatyczny. Udałam się do weterynarza i okazało się,  że ma sporo podwyższoną kreatyninę a to już jest wyrok. Walczyłam dając mu kroplówki, robiąc zastrzyki i zmienioną karmę na Renal. Cierpliwość została nagrodzona, bo Oskar nabrał sił , nawet przytył trochę i niestety ....to trochę mnie zbiło z pantałyku.  Zajęłam się nowym hobby - malowaniem obrazów i przeoczyłem jakiś sygnał niewydolność nerek u niego. To nie  musi być zaraz wyrokiem śmierci, ale wszystko zależy od tego,  jak są zdegradowane. Może też i lekarka dpuściła trochę temat, bo już na samym początku powiedziała że to jest wyrok,  w co ja nie uwierzyłam. Niestety, pod koniec listopada zauważyłam nawrót choroby . Walczyłam z całych sił, błagałam Oskara żeby walczył też, nauczyłam się robić kroplówki dożylne i  zastrzyki dożylne. Uchwyciłam się tak wiary, że on wygra, że to niemożliwe żeby jego zabrakło ! Ale niestety,  przegraliśmy to. Myślałam że odejdę od zmysłów, bo ten cud jaki mi się trafił był jedynym cudem i żadnego innego nie wymodliłam, nie wy krzyczałam, nie wyłagałam. 4 grudnia nie mogłem już patrzeć na agonię. Ja-  wróg eutanazji - poprosiłam o pomoc w jego odejściu, bo już nie wiem co było okrutnejsze.
Z bólu z rozpaczy zapomniałam o całym świecie. Mój ukochany przepiękny rudy kot, mój piękny Oskar,  moje piękne zielone oczy już na mnie nie spojrzą, już nie przytulę jego,  wchodząc do mieszkania nie będzie na mnie w progu czekał. Ból nie do zniesienia! Zrobiłam 9 fotografii i porozwieszałam wszędzie po mieszkaniu, żeby nie czuć tej pustki, ale niestety nie pomogłam sobie tym. Nawet Kotek który przez te dwa i pół roku prawie nie pałał do niego sympatią....zrobił się markotny. On zorientował się że Oskar odszedł. Odeszło moje wielkie szczęście tak jak przyszło i nic jego nie zastąpi. Nic nie wypełni jego pustki. Straciłam przepiękną istotę,  mądrą , kochaną i wrażliwą.
Jeżeli ktoś powie że koty nie czują, nie myślą nie analizują, to jest w wielkim błędzie.....albo ja naprawdę trafiłam na cud.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz