niedziela, 17 maja 2009

jak zamknąć przeszłość?

Mam 55 lat i 30 letnią jedyną córkę. Już od 12 roku życia w zeszytach znalezionych gdzieś za szafką, na kartkach papieru odnajdywałam "twórczość " na mój temat. Były to nieprzyjemne spostrzeżenia mojej córki, z którymi nie wiedziałam co zrobić. Nie był to pamiętnik, do którego wiadomo że nie miałabym prawa zaglądać, ale luźno skreślone słowa, w żaden sposób nie zabezpieczone, na kartkach różnych zeszytów. Skóra mi cierpła, ale cierpiałam skrycie i łzy wylewałam myśląc że to młody, głupi wiek. Byłam tam tak oczerniana, że mocno zastanawiałam się czemu to ma służyć.Czasami w rozmowie poruszałam delikatnie te tematy i nawiązywałam do wyrządzania krzywdy komuś i sobie -pisząc takie słowa,które mogły w łatwy sposób być przeczytane przez kogokolwiek. Byłam mocno przestraszona tym, w jaki sposób moja ukochana córka postrzega mnie i odbiera. Wychowywałam ją sama i była całym moim światem.Oczywiście, że narobiłam masę błędów, ale nigdy nie naraziłabym mojego dziecka na niebezpieczeństwo, na jakie mnie narazili rodzice.Nie ukrywałam przed córką, że chciałabym stworzyć nam rodzinę, ale coś mi nie wychodzi, a na siłę nie będę z nikim żyć, żeby coś udowadniać.
Robiąc porządki po wyprowadzeniu się córki, znów natknęłam się na kolejne zapiski. Rozstałyśmy się w gniewie, bo jako 22 letnia dziewczyna nie pomagała mi finansowo w gospodarstwie domowym a każdą pracę szybko traciła.Niestety odnosiła się dość lekceważąco do chlebodawców, choć ci byli dość wyrozumiali. Przy najbliższym spotkaniu córka podała wersję, że chce pożyć na własny rachunek. Wspierałam ją i podzieliłam się tym, czym mogłam. Niestety za plecami doszło do mnie, że poskarżyła się do księdza (winowajcę zła) iż wyrzuciłam ją z domu bez ubrań i pieniędzy, co nie było prawdą. Walczyłam o córkę jak mogłam, bo czułam że wpadła w szpony księdza bardzo nieodpowiedzialnego!. Sześć lat umierałam ze strachu i rozpaczy nie wiedząc gdzie jest moja córka. Czasami pojawiła się, ale ja zaczęłam się jej bać. Biegała z biblią w ręku a w sercu Wieża Babel.Koleżanki córki donosiły, że moja córka chce iść do zakonu. (Nie jestem katolikiem i nie jestem związana z żadną religią)Któregoś wieczoru spotkałam córkę na ulicy z chłopakiem, trzymających się za ręce. W dniu ślubu poprosiłam córkę, że zanim ją pobłogosławię, poproszę o wybaczenie za to, co złego w jej życiu zrobiłam. Przyjęła to i wybaczyła. Ja po cichu, w duchu też.Myślałam, ze koszmar skończył się, tym bardziej, że wcześniej miałyśmy okazję sobie porozmawiać i miała okazję zobaczyć, że świadoma jestem popełniania różnych błędów wychowawczych. Przyznawałam się do osób trzecich w czasie spotkania z nią o swoich potyczkach, ale każdy wiedział, że dbałam o córkę i mogła zawsze na mnie liczyć. Może nawet byłam zbyt opiekuńcza?! Niestety koszmar wraca w listach i córka teraz będąc w ciąży znów oczekuje wyjaśnień i znów mnie szantażuje zerwaniem więzi, bo ona nie może poradzić sobie z bólem przeszłości. Nie wiem co mam zrobić, bo ulepiła mnie według własnej wizji a ja jestem zupełnie innym człowiekiem, zwłaszcza teraz, gdy weszłam w nowa rolę: teściowej i przyszłej babci. Tak daleko zawędrowałam umęczona chorobami serca, nadciśnieniem,depresją czy niedoczynnością tarczycy,nie mając u boku ani przez chwilę najdroższej osoby, a jedynie obcych, życzliwych ludzi, a tu...... znów wraca koszmar przeszłości. Czego kościół uczy, jeżeli ona będąc po studiach teologicznych nie może patrzeć na mnie kiedy jestem radosna,optymistyczna i wyrozumiała. Mój przyjaciel kiedyś mi powiedział: czego nie możesz zmienić-zostaw to w tym miejscu, co możesz - zmień. Tego się trzymam, bo to bardzo prosta i sensowna rada. Zawsze za popełniony błąd przeproszę i nieba uchylę, by naprawić krzywdę, ale nie można bez końca wracać do spraw, bo to przechodzi w znęcanie się. Jak wytłumaczyć mojej ciężarnej córce, że jej obecny stan nie jest najlepszym okresem na roztrząsanie starych ran, a poza tym uważam, że w dniu ślubu zawarłyśmy przymierze. Co ta istota chce mi znów odebrać? Radość bycia babcią? Co psychologia na to?